A+ A-

Resztki

Mój chłopak patrzy na mnie jak gdybym wylała na siebie barszcz, gdy na talerzu zostawiam jednego ziemniaka. Obok smętnie snuje się centymetr kwadratowy sosu. Mój chłopak patrzy na mnie z uniesioną brwią, wbijając widelec w ostatnią pieczarkę na swoim talerzu. Podnosi widelec. Ja unikając jego wzroku, przekrzywiam głowę w lewo. Po lewej niczego nie ma. Przekrzywiam w prawo: okno. Z nieba skrapla się aquafaba. Listopad bury jak woda po makaronie. Przypominam sobie przepis na one pot easy vegan pasta, którą w dwie osoby robiliśmy w godzinę, ubrudziliśmy trzy naczynia, a na koniec dodaliśmy starty ser, czyli ubita została nawet cząstka vegan.

Listopad.

Resztki od dzieciństwa zostawały na moim talerzu. Dwie łyżki zupy z jarzynami, pół pieroga, trzy rurki makaronu penne, różyczka brokułu. W całości znikało tylko ciasto o nazwie fale dunaju. W Dunaju zamiast wody musi płynąć lukier, myślałam.  Nocami śniłam o rejsach po Dunaju z wyłapywaniem cukrowych ryb.

Zamiast śniegu muszą spadać w Austrii drobinki cukru, myślałam, jak przyjemnie musi być łapać tamtejsze płatki śniegu na język.
Potem okazało się, że Austria jak Austria. Lukru tyle, co w Polsce. A może był, ale rozpuścił się w wodzie.

Aquafaba zamienia się w kałuże, nie zmieściłyby się nawet w garnki od bigosu.