A+ A-

Co, jeśli otrzymasz przyszłość, której nie chciałaś?

Każda z nas była kiedyś dziewczyną, która wybierała sobie przyszłość.

Mogło to być w wakacje przed klasą maturalną, kiedy strony uniwersytetów prześcigały się w obietnicach o lepszym życiu. Mogło to być na ławce w parku, kiedy w twojej dłoni była inna dłoń i myślałaś z iskrzącymi się oczami, że tej dłoni już nigdy tak naprawdę nie puścisz. Mogło to być przed rozmową kwalifikacyjną o pracę, na myśl o której zaczynało ci szybciej bić serce.

Potem okazało się, że po pięciu latach studiów stoisz z wymarzonym dyplomem w ręce, ale nie masz pojęcia co zrobić, bo wszystkie drzwi zdają się być przed tobą zamknięte. Może nawet byłaś w dziesięciu procentach najbardziej zdolnych studentów, ale nie wiesz, co dalej. Dorosłość przytłacza cię jak zła wiadomość otrzymana przez telefon.

Mogło też okazać się, że, choć ty nie puściłaś dłoni tamtej osoby z ławki, ona puściła twoją. Stało się to szybciej niż mruga się okiem, do tego niespodziewanie. Usłyszałaś, że jesteś naprawdę, naprawdę wspaniała, ale. Ale. To Ale wtłoczyło się do twojej krwi i od teraz miało w niej płynąć przez nieokreśloną ilość czasu, sączyć się przez twój krwiobieg jak trucizna.

Po tamtej rozmowie kwalifikacyjnej  dostałaś maila. Niestety, ale nie została pani wybrana. Mimo tego zostawimy referencje w naszej bazie danych, jeśli się pani zgodzi. Na przyszłość.

***

Dlatego tęsknimy za dzieciństwem. Bo nawet jeśli wtedy zdarzały się porażki, to choć  mogły przesłaniać nam cały świat, były obiektywnie nieduże. Poza tym ktoś starszy zwykle brał je w dłonie, zamykał je na chwilę, po czym otwierał – a wtedy te porażki rozpierzchały się w powietrzu jak nasiona dmuchawca.

Jest tyle możliwych scenariuszy każdego zdarzenia, że jeśli pomnożymy je przez ilość zdarzeń, wyjdą nam miliony wersji naszego życia. Czasami w przeszłości bardzo chciałam wierzyć w determinizm, w to, że decyzja przeze mnie podjęta była jedyną możliwą w danym momencie, bo i tak istnieje jedna wersja mojej przyszłości. Oczywiście chciałam w niego wierzyć tylko wtedy, kiedy podejmowałam złe decyzje.

Jeśli ponosimy porażkę, istnieje tylko jedno rozwiązanie. W końcu, któregoś dnia, bo nie od razu, bo każda z nas potrzebuje odreagować, wytańczyć się, wypłakać – w końcu jednak musimy rano wstać i podjąć decyzję.  Musimy założyć dżinsy i sweter, dwie pasujące skarpetki, zjeść na śniadanie kanapki albo owsiankę – i zacząć. Nie od nowa, bo nigdy nie tracimy wszystkiego. Zostają w nas marzenia, nawet jeśli trochę obtłuczone, siła, nawet jeśli głęboko schowana. Zostaje w nas doświadczenie, które nas rozdarło. Ono było trudne, było bolesne, ale naprawdę nas wzmocniło.

Z każdym kolejnym takim doświadczeniem nasz pancerz jest mocniejszy.

Chciałabym czasami wrócić do dzieciństwa albo czasów, kiedy byłam nastolatką, ale kiedy przypomnę sobie, jak mój pancerz był wtedy miękki i niewykształcony, przypominał dopiero co wyciągniętą z z morza meduzę –
–  cieszę się, że nie muszę tego przeżywać jeszcze raz.

Jeśli otrzymasz przyszłość, której nigdy nie chciałaś.
Pamiętaj, że ona nie musi być na stałe i że nawet jeśli nie możesz zmienić wszystkiego, możesz zmienić coś.
Niekoniecznie się uda.
Jednak następnym razem, kiedy znowu otrzymasz przyszłość, której nie chciałaś – nie będzie to już tak bolesne doświadczenie.
I po wielu próbach, być może w końcu otrzymasz taką, o jaką ci chodziło.

  • Jagoda J.

    Nadal pamiętam, jak wyglądało moje wyobrażenie o sobie, kiedy będę miała 25 lat : byłam ubrana w złoty kostium, a mój mąż miał mieć długie włosy i obowiązkowo kolczyk w uchu.
    Wzruszam się już szalenie, gdy czytam nagłówki Twoich tekstów, a tym bardziej gdy czytam Twój list do samej siebie, jak i do mnie i innych.